Fuji X-Pro1 w 2021 roku?

W styczniu 2022 minie 10 lat od premiery tej rewolucyjnej dla firmy Fuji konstrukcji. Przy obecnym tempie rozwoju fotografii cyfrowej to jakby cofnąć się do epoki brązu. Aparat był pierwszym bezlusterkowcem japońskiego koncernu, pierwszym z hybrydowym optyczno-elektronicznym wizjerem, otrzymał także nową matrycę X-Trans ze specyficznym ułożeniem pikseli które miało nawiązywać do “filmowego” sposobu rejestrowania obrazu.

Pierwsze moje zetknięcie z tym aparatem “na żywo” miało miejsce w Idomeni podczas kryzysu uchodźczego na grecko-macedońskiej granicy. Wszyscy reporterzy znanych agencji fotografowali w tym czasie dużymi zawodowymi lustrami marek zaczynających się od liter C i N. Czeska fotografka dokumentalna, Iva Zimova (https://www.facebook.com/ivazimovaphotographer) z którą miałem okazję obozować na tej samej zesquotowanej stacji benzynowej, wieczorami zgrywała zdjęcia z czegoś co wyglądało jak połączenie starego Zenita z Leica, a do tego było całe obdrapane. Wspaniały pseudo-dalmierz od razu do mnie przemówił. Minął może rok a ja miałem już własnego “obdrapańca”. Kupiłem go za 1500 złotych z pełnym zestawem fabrycznym, praktycznie bez oznak użytkowania.

Xpro1 + Fujinon 23 2.0 -> jpg prosto z aparatu.

Cóż takiego urzekło mnie w konstrukcji, którą nawet w 2016 roku trudno było uznać za nowoczesną, a fotografuje nią do dziś?

Po pierwsze wygląd i hybrydowy optyczno-elektroniczny wizjer. Od zawsze miałem słabość do dalmierzowych aparatów tkich jak Leica lub Bessa. Xpro1 wygląda bardzo klasycznie nie mniej nie można nazwać go “prawdziwym dalmierzem” ponieważ jest to konstrukcja z układem auto focusa opartym o detekcje kontrastu. Dla mnie to akurat plus bo wyostrzenie ręcznie niewielką plamką w dalmierzu np. takiej Leici M6, przy mojej wadzie wzroku, wcale łatwe nie jest. Pływające w optycznym wizjerze ramki kadru z korektą paralaksy dodają jednak analogowego charakteru i są wspaniałym nawiązaniem do starych czasów. Rozwiązanie to sprawia, że widzimy w wizjerze więcej niż w kadrze. W związku z tym możemy niejako przewidywać co za chwilę się w nim znajdzie. Dla streetowców i reporterów – bajka.

Xpro1 + Fujinon 23 2.0 -> jpg prosto z aparatu.

Aparat jest wykonany z metalu, konstrukcja jest na tyle pancerna, że można nią wbijać przysłowiowe gwoździe. Z latami użytkowania aparat zyskuje coraz więcej rys i otarć lecz dodają one jedynie charakteru i świadczą o wspólnej historii i zrealizowanych projektach 🙂 Xpro1, zresztą jak większość konstrukcji Fuji obsługuje się jak stary analogowy aparat. Mamy wiec kółko czasów i kompensacji ekspozycji, do tego przysłonę wybieramy na obiektywie. Ktoś kto uczył się robienia zdjęć Zenitem, Canonem AE1 lub Pentaxem Super A poczuje się jak ryba w wodzie.

Mimo upływu wielu lat od pojawienia się na rynku 16 milionowa matryca X-TRANS pierwszej generacji wciąż potrafi zaskoczyć. Bez większych problemów radzi sobie z zakresem czułości 3200-6400 ISO. Powyżej tych wartości to już trochę “wolna amerykanka” ale w fotografii B&W ciągle można używać. Jednym z największych plusów systemu Fuji jest zastosowanie wbudowanych symulacji filmów kolorowych, o których szerzej pisałem – > TU. Sprawia to, że aparat, który był w zasadzie prekursorem takiego podejścia do obrazowania, dobrze czuje się zarówno w fotografii krajobrazowej, portrecie czy czarno-białym fotoreportażu. Trzeba tylko wybrać odpowiednią symulacje i to co dostajemy w zamian prosto z pliku JPG można uznać za skończoną i obrobioną fotografię. Sensor zapewnia dużą szczegółowość i dobre odwzorowanie kolorów. Co prawda da się odczuć, że matryca odstaje już pod względem kolorystki od nowszych generacji X-Trans’ów nie mniej ja traktuje ten fakt bardziej jako cechę charakterystyczną Xpro1 niż jego wadę.

Z powyższych akapitów wynika, że Fuji Xpro1 to aparat wręcz idealny. Jakie więc są jego słabe strony? Na wstępnie trzeba powiedzieć, że Fuji wyeliminowało wiele z wad jakie aparat miał gdy wchodził na rynek. Kolejne aktualizacje software’u znacząco poprawiły działanie aparatu i jego układów. Nie mniej nawet po aktualizacji oprogramowania do najnowszej wersji elektroniczny wizjer swoją rozdzielczością nie pozwala zapomnieć o dacie premiery Xpro1. W związku z tym tak świetna i dobrze dopracowana w nowszych modelach funkcja jak focus peaking działa w dość upośledzony sposób co sprawia, że manualne ostrzenie do najłatwiejszych nie należy. Trudno również powiedzieć aby był to aparat szczególnie szybki. Zarówno jeśli chodzi o włączanie, prędkość trybu seryjnego jak i zapis zdjęć na kartę. Nie zrozumcie mnie źle, tragedii nie ma ale nie można Xpro1 porównywać pod tym względem z współczesnymi konstrukcjami. Długość pracy na jednym akumulatorze także nie powala. Tutaj jednak warto wspomnieć o pro tipie. Koniecznie trzeba wyłączyć tryb szybkiego startu. W innym przypadku aparat pożera baterię w oka mgnieniu a osobiście nie widzę aby włączał się specjalnie szybciej. Trybu oszczędzania mocy też lepiej nie włączać gdyż podczas korzystania z optycznego wizjera spowalnia działanie AF o jakieś 50-75%.

Gdy o tym wszystkim wspominam czuję się jakbym opowiadał o dziwactwach starego kumpla, z którym jednak mam o czym rozmawiać i często widzimy się w barze. Niech to poczucie będzie moją rekomendacją dla osób które rozważają zakup tego bądź innych starszych modeli z rodziny Fuji X.

Fuji i JPG – czy ciągle potrzebujesz RAWa? #1 wprowadzenie

Przez wiele lat, przechodząc przez systemy lustrzanek Pentaxa, Canona i Nikona nie wyobrażałem sobie pracy zawodowej na plikach JPG. Było to dla mnie bluźnierstwo, nie potraktowałbym poważnie fotografa ślubnego, który powiedziałby mi, że nie używa RAWa. Latami budowałem katalogi oparte o RAW. JPG wychodził płaski i dawał słabsze możliwości edycyjne. W związku z tym nie tylko zlecenia ale też zdjęcia codzienne i “szufladowe” zapychały moje dyski HDD bezstratnym RAWem. Trzy lata temu “wszedłem” w system Fuji X. Zmieniło to diametralnie moje podejście do pracy.

Zaczął bym od tego, że nie uważam, że RAW zupełnie stracił sens. Ciągle zapewnia on najlepszą jakość, “zbiera” najwięcej informacji i pozwala w zasadzie na nieograniczoną postprodukcje. Dużo więcej możemy też poprawić i wyciągnąć więc wybaczy nam nawet duże błędy przy ekspozycji. Balans bieli, kolory możemy poprawiać w nieskończoność bez obaw o stratę jakości. Problemem w tym przypadku jest ilość miejsca jakie zajmują pliki oraz to, że materiał zawsze muszę przepuścić przez oprogramowanie edycyjne. Ustawić profil kolorów, kontrast, poziom czerni, balans bieli, wyostrzenie a potem wszystko wyeksportować do JPG lub TIFF.

Co byście jednak powiedzieli gdyby materiał “wypluwany” prosto z “puszki” w zdecydowanej większości przypadków nadawał się do zawodowego wykorzystania bez edycji lub wymagał minimalnej ingerencji w Photshopie?

Dla przykładu – zdjęcie wykonane Fuji XE3 bez żadnej ingerencji ze strony Photoshopa lub Lightrooma. Jpg zgrany prosto z aparatu.

Czy fotografia powyżej wymaga dalszej obróbki? Jedni powiedzą, że coś można jeszcze poprawić inni, że nie trzeba. Osobiście uważam, że jeśli chodzi o profil kolorów, ekspozycje czy kontrast to nic bym już nie robił. Taki miałem zamysł, efekt końcowy spełnia moje oczekiwania i uważam, że zdjęcie jest jak najbardziej “publikowalne” – czytaj – można oddać dla klienta. Czy to znaczy, że jpg powyżej nie uległ obróbce? Oczywiście, że nie. Proces odbył się tyle, że w aparacie z wykorzystaniem wbudowanych symulacji materiałów analogowych Fuji.

Analizą poszczególnych “filmów” i tworzeniem na ich podstawie kolejnych symulacji np. slajdu Kodak Kadachrome lub Agfa Scala zajmiemy się w kolejnych wpisach.

Poniżej galeria z innymi zdjęciami “prosto z puszki” – spacer z wykorzystaniem symulacji slajdu Kodak Kadachrome. stworzonego na bazie wbudowanego presetu Classic Chrome. Fuji XE3, TT Artisan 50mm f1.2