Przez granicę

Pogranicze serbsko-węgieskie w Rejonie Horgos/Suboticy, wrzesień 2015. Na granicy utknęło tysiące ludzi zmierzających z pogrążonych w chaosie wojny Iraku i Syrii do bezpiecznej przystani jaką mają być dla nich Niemcy. Węgrzy pod wodzą Orbana z dnia na dzień zamykają przejścia, odgradzają się płotem i drutem kolczastym, ściągają wojsko, niebo patrolują helikoptery.

Tydzień po tych wydarzeniach na miejscu zostaje wielki rozgardiasz po tych, którzy zmienili kierunek i udali się na przejścia bardziej gościnnej w tamtym czasie Chorwacji. Z zamkniętego przejścia nie kursowały autobusy więc jeśli raz ktoś tam się dostał  był skazany na powrót piechotą lub słono opłacaną taryfą. Zabieranie nielegalnych uchodźców do taksówki jest w Serbii zabronione, policja puszczała takie auta w kierunku Chorwacji narzucając także swoja łapówkarską marżę, ceny więc szybowały wysoko często przekraczając 200 euro za kurs.

Nieliczni postanowili nie zawracać do Chorwacji tylko skorzystać z usług przemytników. Ludzie Ci przeprowadzali za opłatą kilkunastoosobowe grupy , często całe rodziny z dziećmi wędrowały bocznymi drogami, przez pola kukurydzy aby uniknąć wykrycia przez serbskie patrole policji i węgierskie helikoptery wojskowe. Po drugiej stronie w pewnym oddaleniu od granicy na uchodźców miały czekać auta, które zawiozą ich do Austrii gdzie nie groziło by im węgierskie więzienie lub deportacja spowrotem do Serbii. Było to dość niebezpieczne w tym okresie gdyż Węgrzy ustanowili specjalne prawo, które pozwalało zamykać na 3 lata więzienia za nielegalne przekroczenie granicy. Kilku Irakijczyków zostało w ten właśnie sposób potraktowanych dla przykładu, aby odstraszyć innych.